
Drodzy czytelnicy!
Ten dział jest wyjątkowo dla nas bliski – o Nas dla Nas. Artykuły tutaj zamieszczone to wyznania, historie, zwierzenia kobiet w rozmiarze XL. O życiu, miłości, zdrowiu, stereotypach, urodzie i tym wszystkim co dla nas wyjątkowo ważne.
Chcecie się podzielić swoimi pomysłami i sugestiami na temat działu? Może chcecie przedstawić swoją historię i przemyślenia?
Czekamy na Wasze maile
Kiedy cofam się myślami do siebie sprzed kilku, kilkunastu lat - odczuwam duży żal. Oprócz spraw poważnych, do których przywiazywałam od zawsze nadmierną uwagę, było tyle samo o ile nie więcej spraw niepoważnych, tak zupełne niewartych uwagi - do których przywiazywałam zbyt wiele uwagi również.
Bardzo chciałam żeby pierwszy tekst, który okaże się na łamach portalu był solidną dawką optymizmu i słusznej wiary w to, że rozmiar nigdy nie powinien nas ograniczać. Nie powinien decydować, które marzenia możemy spełnić i jak bardzo zadowoleni możemy być z własnego, nieidealnego przecież ciała. Dzisiejsza dyskusja na pewnym kobiecym portalu wpłynęła jednak na to, że swój pierwszy wpis ten poświęcę wszystkim tym, którzy czują presję bycia „innym” niż są w rzeczywistości.
Znam przypadki kobiet z nadwagą, które tak bardzo nie lubią siebie i własnego ciała, że boją się wyjść na ulicę – mówi Urszula Lola z Białegostoku. I udowadnia jak piękne mogą być duże kobiety.
Niełatwo być grubym w społeczeństwie, które akceptuje wyłącznie szczupłych. Z każdej okładki już od wczesnych miesięcy wiosennych krzyczą tytuły „schudnij, pokonaj nadwagę i cellulit”, „zrzuć 10 kilogramów i bądź szczęśliwa”. A jak radzą sobie te kobietyk, które do zrzucenia mają nie 10, ale 50 kilogramów? Czy rzeczywiście odchudzanie to jedyne wyjście z sytuacji? A może w rozmiarze plus też można być szczęśliwym?
Ktoś w komentarzach na moim blogu zastanawia się czy 'naprawdę jestem taka XL".... taka? To znaczy jaka? Czy jest małe XL i duże XL ? W którym momencie zaczyna się być XL ? Czy to nie jest przypadkiem względne?
Gdy schudłam 20kg ludzie nie mogli się nadziwić, że zaczynam wyglądać „coraz lepiej”. Zazdrościli mi, pytali jak to zrobiłam i czekali na jakiś złoty środek, który miałam im tu i teraz podać. W końcu 20 kilogramów w niecały rok zrobiło na nich wrażenie. Fakt, mogłam ubierać się inaczej, poczułam się troszkę pewniej we własnym ciele ale koszt tej akceptacji był ogromny.