Reklama #6 wygodnie

obrazek
Reklama # BBW
Czy uważasz że duże kobiety mogą być seksowne?
Reklama #1 WOLNE
Reklama #2 diores
Reklama #3 STYLISTKA

 

 

 

 

Reklama #4 google ad sens k.cz

 

Reklama #9 google ad sense k.cz

 

WIELKA REWOLUCJA


 

O polityce ciała i queerze, Grubej Barbie, kabarecie tłustych kobietek i o seksie... ponieważ mają DUŻO wspólnego.


Gorset na głowę
Przez wieleset lat, od XIV do początków XX wieku, jednym z podstawowych elementów stroju kobiet z tzw. warstw wyższych w obrębie kultury europejskiej był gorset. Z biegiem czasu coraz bardziej zabudowany, obejmujący coraz większe obszary ciał i coraz ściślejszy. W apogeum jego panowanie obejmowało kobiece ciała od pach do - zdarzało się - kolan. Historia gorsetu w ciekawy sposób splata się z dziejami społecznej pozycji kobiet i ich emancypacyjnych walk. I, choć wierzymy, że po I wojnie światowej gorsety odpłynęły w przeszłość na fali społeczno-modowej rewolucji, ich czas wcale się jeszcze nie skończył. O ile dawny gorset obciskał i unieruchamiał w pierwszej kolejności ciało, o tyle współcześnie istnieje w naszych głowach. Co oznacza, że jeszcze trudniej się go pozbyć.
 
O ile dawny gorset obciskał i unieruchamiał w pierwszej kolejności ciało, o tyle współcześnie istnieje w naszych głowach. Co oznacza, że jeszcze trudniej się go pozbyć.

Dominujący od kilkudziesięciu lat w sferze publicznej wizerunek to kobieta szczupła i wysportowana. Nawet tych, którym w mediach przypisuje się "pełniejsze kształty", nie sposób nazwać pulchnymi - są nadal tylko jedną z wariacji na temat powierzchowności pewnej typowej Amerykanki, Barbary Millicent Roberts z miasteczka Willows w Wisconsin, która wciąż nie wygląda na swoje 51 lat. 
(...) doprowadzenie ciała do "właściwej wagi" wymaga heroicznej samokontroli. Tego właśnie - kontrolowania potrzeb - musi nauczyć się kobieta, żeby bez wstydu funkcjonować między ludźmi.

Jej kształty to ciągle obowiązujący wzorzec, a to, co go przerasta, urasta do rangi problemu. Problemu psychologicznego, estetycznego, zdrowotnego, który należy pokonać dzięki długotrwałym wysiłkom i wyrzeczeniom. Lecz rzeczywisty problem leży w niedostrzeganiu faktu, że grubość to dla kobiecego ciała stan bardziej przyrodzony niż szczupłość. W tym jednym przypadku wierzę w genetyczny determinizm. Warstwa podskórnego tłuszczu to po prostu nasze odwieczne dziedzictwo. Ponadto, jak na ironię, w przestrzeni miejskiej, w której współczesne kobiety odbierają najwięcej komunikatów o tym, że ich tłuszcz to ohyda, najtrudniej im utrzymać minimalną wagę. Siedzący tryb życia urzędniczek czy kobiet (małego) sukcesu, kusząca wygoda fastfoodu, nazbyt pożywna dieta, przedkładanie samochodu nad rower, odpoczynek przed telewizorem, pośpiech wynikający z konieczności łączenia obowiązków pracowniczki i matki - to wszystko sprawia, że przytyć o wiele łatwiej niż schudnąć. Za to doprowadzenie ciała do "właściwej wagi" wymaga heroicznej samokontroli. Tego właśnie - kontrolowania potrzeb - musi nauczyć się kobieta, żeby bez wstydu funkcjonować między ludźmi.

Ciało-nie-do-opisania
Jeśli szczupłe i/lub muskularne ciało świadczy o maksymalnej samokontroli, to co mówi o kobiecie ciało napęczniałe i miękkie? "Ta tutaj nie umie się opanować" - czytamy z takiego ciała. "Nie ma hamulców. Jest nieobliczalna. Szalona. Niebezpieczna. Nie można jej ufać". W skrócie: mamy tu złożony ze stereotypów psychologiczny portret kobiety. A jednocześnie opis ten każe myśleć o przekraczaniu granic.
Rozbujane ciało nie daje się przecież wdusić w wąską normę. Jest twórcze, bo plastyczne jak glina. Przyrasta, zmniejsza się, tyje, chudnie - zmienia się, inaczej niż ciało idealne.
Rozbujane ciało nie daje się przecież wdusić w wąską normę. Jest twórcze, bo plastyczne jak glina. Przyrasta, zmniejsza się, tyje, chudnie - zmienia się, inaczej niż ciało idealne. Ciało idealne jest powtarzalne, a ciało otyłe nie, w końcu każda_y jest gruby w inny sposób. Sciśnij takie ciało, a wypłynie w najmniej oczekiwanym miejscu. Ubierz je, a i tak będzie niedwuznacznie przypominać o nagości i seksie. Odkaź je, a na pewno się zapoci, zawilgotnieje, zapachnie. Można mu nadać wiele tożsamości, a przy tym trudno je zdefiniować, objąć, spłaszczyć w jakąś kategorię. To właściwie ciało nieludzkie, bo człowiek ma przecież inne proporcje, inny, pionowy kierunek. Również z tego powodu można się go naprawdę przestraszyć. Czyżby było to ciało queerowe?

Fat Dykes Statement 

Deklaracja Grubych Lesb
Nie zakładaj, że... nie lubię mojego ciała
Nie zakładaj, że... uważam Twoje ciało za lepsze od mojego
Nie zakładaj, że... robisz mi łaskę, że ze mną jesteś
Nie zakładaj, że... jestem Twoją Matką Ziemią / lesbą-twardzielką
Nie zakładaj, że... jestem heteroseksualistką, której się nie udało
Nie zakładaj, że... jestem zawsze szczęśliwa / radosna
Nie zakładaj, że... jestem aseksualna
Nie zakładaj, że... jestem samotna
Nie zakładaj, że... mam problemy z kondycją / zdrowiem
Nie zakładaj, że... jestem szalona / głupia
Nie zakładaj, że... chcę schudnąć
Nie zakładaj, że... chcę rozmawiać o odchudzaniu
Nie zakładaj, że... jem więcej niż Ty
Nie zakładaj, że... nie chcę tańczyć
Nie zakładaj, że... na mnie nie lecisz
Nie zakładaj, że... nie boisz się mnie
Nie zakładaj, że... straciłam kontrolę
Nie zakładaj, że... wyglądasz lepiej niż ja, bo jesteś szczupła_y
Nie zakładaj, że... Twoje ciało się nie zmieni
Nie zakładaj, że... istnieje wybór / gdybym mogła, byłabym szczupła
Nie zakładaj, że... powinnam nosić czarne, granatowe albo brązowe ubrania 
Nie zakładaj, że... chcę ubierać się na sportowo
Nie zakładaj, że... nie jesteś odpowiedzialna_y za to, że jestem dyskryminowana jako grubaska
Nie zakładaj, że... wolę dietetyczną colę
Nie zakładaj, że... zamiast kalorii wolę sztuczne dodatki
Nie zakładaj, że... jem przez cały dzień
Nie zakładaj, że... wejdę wszędzie tam, gdzie ty wejdziesz
Nie zakładaj, że... moja tusza wynika z problemów z psychiką
Nie zakładaj, że...(1)


Wielka rewolucja
Grubość nie kojarzy się z działaniem czy aktywnością, nie wspominając o rewolucji. Osoba gruba, niezależnie od płci, to w powszechnym wyobrażeniu bierny przedmiot żalu, odrazy, pomocy i leczenia. Taki "biomedyczny model otyłości" - przechodzę teraz na język teorii - podtrzymują rozmaite struktury władzy, a w dziele tym biorą udział koncerny medyczne, przemysł modowy, media, agencje reklamowe oraz instytucje państwowe na równi z kolegami ze szkoły, współpracownikami, najbliższą rodziną. Przekaz jest wielopoziomowy, wplątany w wiele zależności, więc i niechęć wobec osób grubych musi być postrzegana w kontekście innych form 
Głośne stwierdzenie faktu, że otyłość wyklucza feministki z kręgów feministek, a lesbijki z kręgów lesbijek, stanowiło przełom, równorzędny ze zdiagnozowaniem własnego wykluczenia z drugofalowego feminizmu przez feministki-Latynoski czy feministki-lesbijki.
opresji, takich jak mizoginia, ageizm, ableizm, ksenofobia. Nim jednak to zauważono, ruch na rzecz akceptacji tłuszczu musiał przejść podobną drogę, jak feminizm i ruch LGBT: od prób stworzenia esencjalistycznej tożsamości - przez wewnętrzną krytykę ze strony osób wykluczonych z tej tożsamości - po wyłonienie się nowego, szerszego i włączającego podejścia. Nie będę w tym miejscu streszczać całej historii ruchu Fat Pride/Power/Liberation i jego związków/podobieństw/różnic z ruchami feministycznymi i LGBT od końca lat 60. do dzisiaj, bo, chociaż ciekawe, wydarzenia te działy się w rzeczywistości amerykańskiej i trudno znaleźć punkty wspólne z realiami polskimi. W realiach naszego kraju nie istnieje nawet odpowiednik określeń fatphobia czy fat activism, a określenie "gruby" funkcjonuje jako pejoratywne i obelżywe, zaś "otyły" jako termin neutralny - podczas gdy działaczki_cze amerykańskie_cy starają się zamienić znaczenie tych wyrazów, żeby odzyskać "grubość" (analogiczie do "queeru" czy wcześniej "czarnucha"), odrzucając zmedykalizowane "otyłość" czy "nadwagę". Spróbuję z historii ich walk wyciągnąć inspiracje dla wszystkich koleżanek, które chciałyby zostać naprawdę wielkimi rewolucjonistkami. 
W latach 90. temat grubości podjął ruch anarchofeministyczny, między innymi Riot Grrrlz, których sztandarowe hasło brzmiało i brzmiRiot not Diet! (Buntuj się zamiast odchudzać!).

Jeśli – jak zaproponowałam powyżej – ciało grube uznamy za queerowe, wyda się znakomitym, pojemnym wehikułem dla społecznej rewolucji w kierunku większej różnorodności i większej akceptacji dla ciał i seksualności w ich rozmaitych przejawach, pożądaniach i przekroczeniach. Jednak droga do queerowego grubodziałactwa (fat queer activism) nie była prosta, równa i gładka, w dużej mierze dlatego, że osoby, które tą drogą ruszyły, nie były proste, równe i gładkie. Głośne stwierdzenie faktu, że otyłość wyklucza feministki z kręgów feministek, a lesbijki z kręgów lesbijek, stanowiło przełom, równorzędny ze zdiagnozowaniem własnego wykluczenia z drugofalowego feminizmu przez feministki-Latynoski czy feministki-lesbijki. The Fat Dykes Statement, czyli Deklaracja Grubych Lesb, opracowana na Fat Women Conference w Londynie w 1989 roku, jest nadal w wielu punktach bardzo aktualna. Kolejne lata przyniosły refleksję nad powiązaniami między grubofobią (fatphobia) a rozmaitymi formami społecznej niesprawiedliwości i przejawami wykluczenia. W efekcie powstały takie organizacje, jak amerykańska NoLose, która, pierwotnie założona przez lesbijki, obecnie opisuje się jako „tętniąca życiem społeczność grubych lesbijek / lesb, biseksualistek, osób transgenderowych oraz naszych sojuszniczek_ów, które_rzy pragną położyć kres dyskryminacji grubych osób!”, po drodze zaś tworzą „energetyzującą kulturę queerowych grubasów”.

(2) Cyt. za http://www.nolose.org/activism/manifesta.php.

 

tekst: Agnieszka Weseli/Furja
rysunek: Beata Sosnowska
foto: Eliza Kostrzewa
koncepcja zdjęć i odwaga: Dagmara Molga

Źrodło

Autor:Ula L.
 
Dodaj link do:www.wykop.plwww.dodajdo.comwww.facebook.com