
Bardzo chciałam żeby pierwszy tekst, który okaże się na łamach portalu był solidną dawką optymizmu i słusznej wiary w to, że rozmiar nigdy nie powinien nas ograniczać. Nie powinien decydować, które marzenia możemy spełnić i jak bardzo zadowoleni możemy być z własnego, nieidealnego przecież ciała. Dzisiejsza dyskusja na pewnym kobiecym portalu wpłynęła jednak na to, że swój pierwszy wpis ten poświęcę wszystkim tym, którzy czują presję bycia „innym” niż są w rzeczywistości.
Na temat „normalności” pisano wiele razy próbując zamknąć w sensowne ramy to niezwykle szerokie pojecie. Jeszcze 15 lat temu każda kobieta w rozmiarze 40 wydawała się osobą o zupełnie „normalnych” kształtach nie odbiegających szczególnie od pewnego obowiązującego kanonu. Dziś, młode dziewczyny i kobiety bywają rugane za fakt, że czują się dobrze w rozmiarze tak dalekim od idealnego 36.
Podczas dyskusji na forum owego portalu sama dałam się złapać w pułapkę mnożenia argumentów wysyłanych w próżnię. W próżnię będącą pozostałością po poczuciu własnej wartości młodej kobiety, która nie dopuszczała do siebie faktu, że rozmiar 40 może dać powód do zadowolenia Kusiło mnie żeby powiedzieć jej: Dziewczyno ciesz się tym, co masz. Bądź dumna z własnego ciała! Wiele osób dużo oddałoby za to, czym ty gardzisz. Niestety spotkałam się z twardą ścianą oporów i chorych przekonań, że jedyne co naprawdę się liczy to utrata wagi i wypracowanie wymarzonego 36 na metce. Tylko wtedy życie będzie lepsze, książę z bajki piękniejszy, a szczęście samo zacznie pukać do drzwi. Jak płonne są to nadzieje wiedzą ci, którzy zgubili kilogramy, a świat w ogóle się nie zmienił.
Doszłam do wniosku, że nie zdziwiłabym się tak bardzo, gdyby takie argumenty padły z ust nastolatki odurzonej blichtrem kolorowych gazet, zagubionej w gąszczu wymagań i stereotypów serwowanych przez telewizję. To bardzo przygnębiające, że dorosła, inteligentna kobieta może dać się zaszczuć przez własne wymagania wobec siebie i nie słyszeć najbardziej oczywistych twierdzeń: jesteś piękna, doceń to! W tym przypadku bycie lepszym człowiekiem i samodoskonalenie to nie rozwój duchowy, odkrywanie nowych pasji, korzystanie z życia, a utrata kilogramów i kupno spodni w mniejszym rozmiarze.
Kobiety coraz częściej sprowadzają się do roli formy, którą należy „wypracować”, aby przypominała model ogłoszony najbardziej pożądanym. Nie ma miejsca na niedoskonałości, a każde odstępstwo od normy to objaw zaniedbania, lenistwa lub zwykłej zazdrości i wstydu za własną bezradność. Strach pomyśleć co stanie się, gdy kilogramy znikną, a rzeczywistość nie będzie lepsza? Czy poczucie wartości sięgające dna zniknie całkowicie? A może zostanie zastąpione przekonaniem, że chude jest lepsze tylko dlatego, że nie istnieje żadna inna alternatywa?
Paulina Brzuchnalska