
Jestem wielbicielem kobiecości w rozmiarze XL. Wiedzą o tym moi krewni, znajomi, a także koleżanki, koledzy i przełożeni w pracy. Ba, tam nawet nie mówią już że jakaś pani jest puszysta, tęga, gruba itd., tylko „taka jak Sławek lubi”. To moje uwielbienie dla kobiecości w większym rozmiarze stało się nawet na tyle znane, że zostało obiektem zainteresowania redakcji telewizyjnych i literatów. Wydawałoby się więc, że skoro moje upodobania są dla wszystkich tak oczywiste, to są również dla wszystkich zrozumiałe i jak najbardziej akceptowane. Ale aż tak dobrze nie jest. Owszem, nikt już nie robi z tego sensacji, ale do zrozumienia droga daleka. Nawet u osób, dla których teoretycznie powinno być oczywiste, ile piękna, ciepła, i wszelkich możliwych pozytywnych cech mężczyzna może dostrzec w kobietach w rozmiarze XL.
Ale po kolei, może zacznijmy od tego, jak to się wszystko zaczęło. A zaczęło się, przyznaję to bez bicia, od seksu. Od zauroczenia czysto seksualnej natury. Ba, nawet natury pornograficznej…
Swoją fascynację puszystymi kobietami zawdzięczam niejako innej pasji, czyli zainteresowaniu światem filmu, środowiskiem filmowym i oczywiście pięknymi aktorkami (bynajmniej nie puszystymi). Jedną z moich ulubienic była Sharon Stone. Byłem nią do tego stopnia oczarowany, że łapczywie chłonąłem wszelkie dostępne informacje o niej, wszystkie zdjęcia, materiały prasowe itp. Nie pamiętam dokładnie, w którym to było roku, ale na pewno byłem już pełnoletnim młodzianem, kiedy na kioskowej wystawie zobaczyłem czasopismo, na okładce którego widniał tytuł "Słodka Sharon". Przekonany, że chodzi o moją ulubienicę, zakupiłem ów magazyn, którego nigdy wcześniej nie miałem w ręku. To był "Nowy Wamp". Kiedy zobaczyłem zawartość tej gazetki, przeżyłem lekki szok. Oczywiście wiedziałem, że to będzie magazyn erotyczny, ale nie spodziewałem się, że to będzie hard porno w najostrzejszym wydaniu (to były początki tego typu wydawnictw na naszym rynku). Odszukałem materiał opatrzony tytułem "Słodka Sharon" i przeżyłem kolejny szok. To BARDZO nie była Sharon Stone. Tytułem tym opatrzone było opowiadanie erotyczne ilustrowane sesją zdjęciową z bardzo grubą Murzynką o ogromnych piersiach. Po raz pierwszy widziałem tak dużą kobietę całkiem nago, i do tego jeszcze "w akcji". Nie ukrywam, że dla moich młodych oczu, które dotąd z ostrą pornografią miały sporadyczny kontakt, cała zawartość tego czasopisma była łakomym kąskiem, ale zdałem sobie sprawę, że o wiele większe wrażenie niż najbardziej perwersyjne sceny orgii czy seksu we dwoje robi na mnie sam widok nagiego ciała tej bujnej Murzynki. Nie umiałem wytłumaczyć, dlaczego tak fascynuje mnie to co widzę, ale nie pamiętałem już, kiedy ostatnio sam widok kobiecej nagości (której w mediach wszędzie pełno) podziałał na mnie z tak wielką mocą.
Później były kolejne widziane gdzieś zdjęcia erotyczne, pierwszy film z puszystymi kobietami... Piszę o tym krótko, ale odbywało się to na przestrzeni lat, wtedy nie śniło mi się nawet o dostępie do internetu i bogactwie materiałów tego typu. Zdałem sobie sprawę, że to nie był jednorazowy zachwyt czymś dla mnie nowym, ale że taka bujna kobiecość naprawdę fascynuje mnie pod względem seksualnym. Traf chciał, że w pierwszym filmie tego typu, jaki miałem okazję zobaczyć, występowała właśnie ta Murzynka z mojej pierwszej "kolorowej" gazetki. Podczas aktu seksualnego wyglądała jak bogini rozkoszy, wrażenie jakie na mnie ten widok wywarł, było niesamowite. Nagle wiedziałem (nie wiem skąd, ale wiedziałem), że seks z taką puszystą kobietą może dać mężczyźnie prawdziwą pełnię rozkoszy, doznania nieporównywalne z niczym innym. I zrozumiałem, że ja chcę tę rozkosz choć raz w życiu przeżyć.
Postanowiłem doprowadzić do tego, by choć przez jedną noc mieć taką kobietę w swoich objęciach. Niestety, złośliwy los ciągle mi w tym przeszkadzał, okazało się to o wiele trudniejsze niż sądziłem. Ale marzenie o tym ciągle we mnie tkwiło i wiedziałem, że wcześniej czy później muszę doprowadzić do jego realizacji. Nie ukrywam, że była to wtedy fantazja czysto erotyczna, miała podłoże wyłącznie seksualne i taki charakter miał mieć mój wymarzony akt zespolenia z bujną kobietą. Nie wstydzę się tego, choć nie jest to też żaden powód do dumy. Ale kiedy wreszcie tę fantazję zrealizowałem, wszystko się zmieniło...
Miałem ogromne szczęście, że los postawił na mojej drodze właśnie tę, a nie inną grubaskę. Miała na imię Dorota, była młodsza ode mnie i łączyła w sobie dziewczęcą radość życia z kobiecą zmysłowością. Poznaliśmy się przez Internet, nasze spotkanie miało być po prostu spełnieniem naszych wspólnych erotycznych fantazji i niczym więcej. A stało się początkiem pięknej przyjaźni. Dorota przyjęła mnie w tak miły i serdeczny sposób, okazała mi tyle ciepła, wrażliwości i bezinteresownej życzliwości, że byłem po prostu oczarowany. Oczarowany nią jako człowiekiem, jako kobietą, jako kochanką... Ona sprawiła, że piękno, zmysłowość, ciepło, dobro, wszystkie te cechy stały się dla mnie nieodłącznymi atrybutami puszystej kobiecości. To nie było tak, że nagle wszystkie puszyste kobiety zaczęły mi się podobać, ale patrzyłem już na nie inaczej, nie widziałem tylko ponętnej fizyczności, ale po prostu pełnię kobiecości w każdym tego słowa znaczeniu.
Poznawałem coraz więcej puszystych kobiet. Niektóry z nich stawały się moimi kochankami, niektóre wartościowymi przyjaciółkami, niektóre i jednym i drugim...
Moja pierwsza "kruszynka" Dorota jest dziś szczęśliwą żoną i mamą, przyjaźnię się do dziś z nią i całą jej rodziną. Moją obecną partnerkę Agnieszkę (oczywiście piękną, puszystą kobietę) także poznałem dzięki internetowi i choćby dlatego będę zawsze bronił takich portali towarzyskich i erotycznych. W Agnieszce oprócz urody, powabnej sylwetki, wrażliwości, inteligencji i pokrewnego mi poczucia humoru, odnalazłem ten szczególny rodzaj ciepła, który tak mnie pociąga u kobiet, i który, jestem dziwnie o tym przekonany, właśnie w połączeniu z cielesną „oprawą” w formacie XL smakuje najwspanialej.
Swoim uwielbieniem dla kobiet „XL” staram się zarażać innych. Może jest ktoś, kto tak jak ja potrzebuje jakiegoś bodźca, by odkryć w sobie coś, o czym jeszcze sam nie wie?
Lubię fotografować Agnieszkę i pokazywać ją innym taką, jaką ja ją widzę swoimi oczami. By zobaczyli, jak bardzo piękna i zmysłowa jest taka bujna kobiecość. I w ubraniu i bez. Piszę opowiadania erotyczne, w których staram się pokazywać, jak silne pożądanie i uwielbienie może wzbudzić w mężczyźnie piękna puszysta kobieta. Jak intensywnym i bogatym doznaniem jest namiętny seks w ramionach bujnej kochanki.
Dla mnie to wszystko jest oczywiste, ale dla wielu osób, z którymi mam do czynienia na co dzień, już nie. Najbardziej dziwi mnie to, że nawet kobiety nie potrafią zrozumieć, że puszysta pani może być dla mężczyzny piękna, pociągająca, zachwycająca. Dopatrują się innych pobudek. Że może czegoś w dzieciństwie mi brakowało. Albo przeciwnie, że czegoś było za dużo. Słyszałem już, że wybieram sobie grubaski, bo one są zakompleksione, a więc "łatwe", bo szukają akceptacji przez seks i pójdą do łóżka z każdym. Owszem, znałem i takie przypadki, ale znaczna część moich puszystych przyjaciółek ma ogromne powodzenie wśród mężczyzn, są postrzegane jako atrakcyjne, seksowne, piękne.
Może kiedyś będzie tak, że bujna kobiecość, kobiecość XL, znów stanie się oczywistym kanonem piękna i zmysłowości. A na razie, wraz z innymi znanymi mi osobiście miłośnikami rozmiaru XL, czujemy się członkami ekskluzywnego stowarzyszenia wtajemniczonych. Czyli po prostu tych nielicznych szczęściarzy, którzy wiedzą, co jest w życiu dobre. Pozytywne. XL Pozytywne ;-)
Autor : Tomkatt