
Na pewno każdy z was widział reklamę jakże pożądanego przez mężczyzn i kobiety (ze względu na magnetyzm zapachu) dezodorantu. Jej bohater chodzi po mieście z czymś co przypomina stoper, tyle, że zamiast czasu mierzy kobiety. Właściwie to wskazuje ilość kobiet, która spojrzała na niego pożądliwym lub wręcz wygłodniałym wzrokiem. Wiele przedstawicielek płci pięknej z owej reklamy byłoby gotowe porzucić swoje życie, sprawy dnia codziennego lub zakupy, aby tylko zbliżyć się do nieznajomego. Gdybym ja posiadała taki wskaźnik, to klikałabym za każdym razem, gdy poczułabym na sobie krytyczny wzrok czy to kobiet czy mężczyzn. Wzrok pełen irytacji, szyderstwa i innych uprzedzeń. Liczba z pewnością byłaby imponująca i przebiła ilość wyklikanych przez bohatera reklamy kobiet.
A teraz, jak jest? Teraz mimo moich nadprogramowych kilogramów mogłabym mierzyć spojrzenia pełne ciekawości mojej osoby a nie tylko figury. Z biegiem czasu odnalazłam zupełnie niewidoczne, zagubione gdzieś w sobie piękno. Jednym ze sposobów na wolność było wypracowanie własnego stylu życia, ubioru, gustu. Następnym taniec, który po prostu kocham. Na parkiecie znikają wszystkie moje ograniczenia, kompleksy. Nie potykam się, nie uciekam (a muszę dodać, że czasami zdarza mi się pośliznąć na prostej, suchej drodze). Oddaje się w całości muzyce, ona mną rządzi. Na ludzi stojących czy też siedzących z boku zupełnie nie zwracam uwagi. Bywały imprezy gdy sama szłam do DJ’a, prosiłam o jakąś moją ulubioną piosenkę i szalałam na samym środku sali :D Trzecim sposobem wyzwolenia swojej kobiecości okazała się fotografia. Ot tak pewnego dnia z nudów znajomy fotograf zrobił mi i mojej przyjaciółce Gosi zdjęcia. Mimo mojego wielkiego zaskoczenia wyszyły świetnie. Jarek powiedział później, że umiem pokazać „to coś”. Zupełnie nie mogłam odgadnąć, czym może być „to coś”, ale skoro mówi mi to fotograf i dobry kolega to pewnie prawda i kłócić się z nim nie będę :P Przed obiektywem zmieniałam się już w piosenkarkę, dresiarkę z bloku, hipiskę. Każde wcielenie pozwala mi się bawić, a każdy pozytywny komentarz na temat zdjęć cofa mój stary klikacz o jedno oczko. Chociaż pewnie nie dojdzie do tego, że będzie na nim zupełne zero to i tak mam powody do zadowolenia a nawet dumy.
Prawda jest taka, że nie ważne ile ważysz i jak wyglądasz… liczy się przede wszystkim nastawienie, zmiana samej siebie nawet na te parę minut, czasami granie kogoś kim nie jesteś lub poddanie się emocjom. Szczerze zachęcam do przeróżnych form aktywności, do otwartości na nowości i „klikania” gdy któryś facet czy też kobieta spojrzą na ciebie z podziwem i zainteresowaniem.
Autorka: Lila Róź
ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA ARTYKUŁU FORUM