
Ktoś w komentarzach na moim blogu zastanawia się czy 'naprawdę jestem taka XL".... taka? To znaczy jaka? Czy jest małe XL i duże XL ? W którym momencie zaczyna się być XL ? Czy to nie jest przypadkiem względne?
Dla niektórych XL jest aktorka Joanna Liszowska, znana z Na Dobre i Na Złe i z tvnowskiego tańca z gwiazdami.... dla mnie ona jest całkiem normalnie zbudowana kobiecą kobietą. Gdyby była Amerykanką nikt by nawet nie zauważył, że nosi 42. Tak, tak...42, ale do cholery ona ma ponad 180cm wzrostu !
Dla innych modelem XL jest Danuta Rinn, która wymyśliła paskudnie spłycający problem eufemizm "puszysta". Puszysty może być dywan, albo miś - ja nie jestem i nie zamierzam udawać ani jednego ani drugiego. Materacem też być nie planuję, ale to temat na osobny rodział.
Kiedyś wydawało mi się, że baby które piszą do mnie dramatyczne listy opisując w nich jak to jest strasznie źle żyć ważąc 70 kg są popieprzone i mają źle z głową. Z początku odpisywałam im brzydko i brutalnie, a później zaniechałam tego wcale. Według mnie one szukały dziury w całym. Naczytały się kobiecej prasy i Bridget Jones.I odbiło im. Ale myliłam się. One mają problem ze sobą, lecz nie jest to kwestia kilogramów a głowy. XL zaczyna się w głowie. Grubość zaczyna się w głowie. Można być grubym ważąc 50kg i nosząc rozmiar 34.Stąd się bierze anoreksja zresztą a wcale nie trzeba jej mieć, aby być grubym w rozmiarze 36. Zapadalność na 'grubość mentalną' warunkuje wiele czynników....których niemało we współczesnym świecie. Na pierwszym miejscu stawiam krytycyzm. Pełno go wszędzie. Ludzie wychowują swoje dzieci metodą krytyki, bo wydaje im się, że to najskuteczniejszy sposób.Krytyka jest obecna w naszym życiu od dzieciństwa w zasadzie przez całe nasze życie. Czasami , jak to mawiają potrafi być konstruktywna, ale bardzo łatwo z nią przesadzić.Komunikat : 'nie jesteś wystarczająco dobra' wdrukowuje się do naszych głów prawie non stop. Reklamy krzyczą : ' chcesz zmienić swoje życie - zmień siebie. Pomoże ci w tym nasz cudowny produkt za jedyne XXX złotych ' . Nikt nie zastanawia się nad wielką kasą, która kryje się za tymi hasłami. W pewnej mądrej książce, którą czytałam nazwano to zjawisko KULTEM DOBREGO WYGLĄDU. Odstajesz od kanonu - jesteś do dupy.
A wracając do motywu przewodniego....tzn czy jestem 'taka naprawdę' czy tylko mi się wydaje. Odpowiadam : jestem. Mam 160 wzrostu i noszę rozmiar 48 w porywach do 50. Nie udaję więc.
Nie udaję też, że nie mam kompleksów , bo mam . Gdybym twierdziła, że nie mam kłamałabym. Każdy ma kompleksy. Moje akurat dotykają wagi w bardzo niewielkim stopniu. Zwłaszcza raz w miesiącu kiedy to przeważnie nawet Liszowska patrzy na siebie w lustrze i myśli o sobie 'paskuda'. Moje kompleksy tyczą się bardziej natury mentalnej, na przykład tego, że nie umiem i nie lubię gotować, że czasem mam burdel w mieszkaniu ( podobno nieskazitelny porządek mają tylko kobiety nudne) , że jestem niesystematyczna, że nie zrobiłam magistra.....z tych cielesnych o wiele bardziej przejmuje się na przykład moimi bladymi nogami, których za Chiny Ludowe nie udaje mi się opalić nawet w tropikach. Ktoś mi kiedyś powiedział, że może nogi mi gniją, bo jak ja taka gruba to i krew nie dopływa jak trzeba – być może...kto wie...tak czy owak jestem zadowolona, że poza tym drobnym mankamentem należycie spełniają swe funkcje i nawet nie bolą. Gorzej z zębami...aż mnie ciarki przełażą kiedy pomyślę ile kasy przyjdzie mi zostawić u dentysty. I to są dla mnie naprawdę dużo poważniejsze kłopoty niż te z wagą.
Poza tym...jak tak spojrzę na siebie w boku....dochodzę do narcystycznego wniosku, że w sumie to jestem super. Mam fajnego męża, udaną córkę , niezła sytuację finansową, fajnych znajomych i rodzinę....psa mam też przekochanego...Z jakiej, do diabła rogatego paki miałabym być nieszczęśliwa?
Autorka : Marta XL