X L  P O Z Y T Y W N I E ...duże może być piękne...

ENGLISH VERSION

 KĄCIK INTERAKTYWNY
forum
wypowiedz się...
księga gości
wyraź swoją opinię o serwisie
ludzie xl
poznaj innych ludzi
kartki xl
wyślij xl-kartkę
chat PUSZYSTOŚCI
pogadaj z nami i zobacz naszą stronę
 MODELKI





archiwum dziewczyn 1999- 2002
 NOWE XLki ( 2004 )

chcesz mieć własne zdjęcia? JEŚLI JESTEŚ ZAINTERESOWANA SESJĄ ZDJĘCIOWĄ NAPISZ DO MNIE
DLA FACETÓW
w co się ubrać?
porady dla miśków
psychika grubaski
popraw jej nastrój
o seksie
porady na temat pozycji
erotyka
po prostu sexy
ARCHIWUM TEKSTÓW
jedzenie
czyli wszystko o odżywianiu się
sport
ruch to zdrowie
zdrowie
ciekawostki ze świata medycyny
psychika
coś na temat psychologii
moda
porady na temat ciuchów
różności
misz-masz
O AUTORCE
moja historia
jak to się stało?! :)
galeria rodzinna
moje fotki rodzinne
dane techniczne
suche fakty :)
kontakt
sprobój mnie namierzyć
JAKI LUBISZ ROZMIAR?

normalny
lekko puszysty
puszysty
im więcej tym lepiej

 
Wszystkie zamieszczone na stronie fotografie oraz teksty są chronione prawami autorskimi. Jeśli chcesz wykorzystać je na swoich stronach internetowych zapytaj o zgode.
projekt i wykonanie strony MartaXL
skrypty PHP K.Rakowski
 
 O AUTORCE...


...MOJA HISTORIA...
 

Dzieciństwo.........

Najtrudniej zawsze jest mi się rozkręcić , bo nigdy nie wiem od czego mam
zacząć. Z racji tego iż w założeniu ma to być moja biografia ( jak to dumnie
zabrzmiało ) postanowiłam zacząć od początku, ba , od samego początku nawet, czyli od dzieciństwa.

Urodziłam się jako zupełnie przeciętne dziecięcie przeciętnych rodziców.Tendencja , która wtedy panowała w medycynie dla mojej mamy stanowiła podstawę wychowania dziecka. Zagladając niedawno w moją książeczkę urodzenia , przeraziłam się czytając zalecenia lekarza pediatry ile i co jaki czas mam zjadać.Z opowiadań rodziny wiem , że wmuszenie mi choćby jednego kęska jedzenia dawało mojej mamie i babci nieopisaną radość. Kiedy
już po prostu nie mogłam nic w siebie wcisnąć odbywało się przedstawienie tak szalenie interesujące, że otwierałam mordkę w wielkim zdziwieniu i mechanicznie mlaskając pochłaniałam to, co się w niej podstępem znalazło. Kiedy przestało skutkować kręcenie kolorową parasolką, wprowadzono nowy repertuar - czyli taniec w turbanie z kolorowego ręcznika, a potem oglądanie znaczków mojego biednego wujka. Do dzisiaj wypomina mi , Bogu ducha winnej , że zafajdałam jedzonkiem całą jego pieczołowicie zbieraną kolekcję
unikatowych znaczków z całego świata.I tak sobie wyrosłam na rocznego bobasa
z wkręcanymi nóżkami i rączkami, fałdkami na całym ciele dosłownie , poza
noskiem może jedynie...
A potem , ku wielkiemu zdziwieniu mojej mamy , pan doktor powiedział , że będzie mi się trudno nauczyc chodzić. Mylił się jednak, ponieważ poszło mi to całkiem gładko i mniejsza ilość jedzenia oraz zupełnie dla mnie nowa i intensywna forma ruchu jaką stało się chodzenie a nawet bieganie dało dobre rezultaty i wkrótce znów stałam się zupełnie przeciętnym maluszkiem. Wyrosłam na  normalne małe dziecko...i było normalnie nawet pomimo
nieustannie powtarzającej się kuracji Encortonem i pomimo uporczywie powracającego pseudo krupa, który jak się potem okazało miał podłoże alergiczne i zniknął bezpowrotnie w wieku lat dziesięciu.
Do dnia dzisiejszego pamiętam słowa mojej mamy wypowiedziane podczas wizyty
u kolejnego lekarza, który miał odkryć dlaczego nagle zrobiłam się gruba : "myślałam, że to minie kiedy dojrzeje, była bardzo przyjemnie zaokrągloną panienką i gdyby tak jej zostało byłoby w porządku". Ale nie zostało...waga z każdym rokiem wskazywała o kilka kilogramów więcej i więcej. Pamietam także ten ogromny stres jaki towarzyszył mi zawsze podczas wizyt u kolejnych cudownie mądrych lekarzy, którzy mieli sprawić, że znowu będę przeciętna.
Pamiętam moje każdorazowe ogromne rozczarowanie kiedy okazywało się, że żadne z ich zaleceń nie daje spodziewanych rezultatów.Z jeszcze większym stresem wiązały się świąteczne wizyty mojej ciotki z Kolonii, która przybywała do nas zawsze z ogromnym worem wyczekanych i nieosiągalnych w naszych komunistycznych sklepach słodyczy. Kiedy zamknę oczy jeszcze dudni mi gromki głos mojego ojca : "Nie jedz tej czekolady tyle! Kto będzie chciał się ożenić z taką czeską babą!"

W ostatnich klasach szkoły podstawowej opanowałam do perfekcji symulowanie choroby, w myśl powiedzenia : paluszek i główka to szkolna wymówka.Z tym, że u mnie była to wymówka bardziej lekarska niż szkolna.Przeglad zaczynał sie zawsze od starszych klas , więc miałam troszkę czasu, aby "przygotować" moją mamę na zbliżającą się grypę, która miała rozwinąć się w przedzień kiedy higienistka pukała do drzwi naszej klasy. Nie zapomnę upokorzenia jakiego doznawałam wchodząc na wage w gabinecie higienistki w obecności przynajmniej połowy mojej klasy - połowy, bo 36cioro uczniów nie wmieściłoby sie po
prostu do tak małego pomieszczenia. Dźwięk mimowolnego pomruku patrzących na
mnie rozebraną do bielizny i chrząkanie pani higienistki zapisującej na czerwono w mojej kartotece obecny stan mojej 'nadwagi' też pozostaną w moich uszach do końca życia.
Osiagnięciem ogromnym było to ,że po 'przebytej grypie' udawałam się do gabinetu na ważenie i mierzenia sama jedna. O dziwo , lekcje WFu sprawiały mi przyjemność. Byłam dość ruchliwa i energiczna , a poza tym silna. Jestem wdzięczna mojej mamie, że nauczyła
mnie pływać zaraz po tym jak nauczyłam się chodzić.Pływanie właśnie sprawiło, że moje mięśnie dobrze się rozwinęły i mimo nadwagi nie miałam nigdy kłopotów z kręgosłupem , płaskostopiem i tym podobnymi ułomnościami nękającymi dzieciaki w wieku dorastania. Tak więc WF był fajny, no może z wyjątkiem ćwiczeń 'na bazie' skakania.Wtedy już, podczas takiej lekcji mogłam symulować bardzo bolesną miesiączkę.
 
Także dzięki dobrej psychologicznej opiece mojej mamy dawałam sobie nieźle radę z rówieśnikami kochającymi przeciętność. Zawsze kiedy przybiegałam do niej na skargę, udzielała mi rad nigdy nie ingerując w moje konflikty. W ten sposób nauczyłam się radzić sobie z nieprzychylnym mi otoczeniem, a w wieku lat 8miu miałam juz na koncie 'strzał w pysk' jednego podwórkowego kolegi.Koledzy i koleżanki wiedzieli, że uwagi na temat mojej sylwetki mogą wygłaszać tylko i wyłącznie za moimi plecami, inaczej źle się to dla nich
skończy.

Większość czasu zabawowego spędzałam na płaczącej wierzbie w towarzystwie chłopaków, ewentualnie byłam mamą w udawanej rodzinie , tudzież kierowniczką sklepu cukierniczego zaimprowizowanego w piaskownicy , czy też nauczycielką w zaimprowizowanej szkole.Poza tym , że ładnie rysowałam ( zwracano się do mnie z prośbą o ozdoby graficzne zeszytów, pomoc przy pracach z plastyki ) miałam dar przekonywania ludzi , predyspozycje do szefowania i poczucie humoru oraz pomysłowość i umiejęstności organizowania zabaw zespołowych. Słowem - kiedy byłam na podwórku nuda nie miała szans! Dzięki tym cechom charakteru , poza nielicznymi przypadkami dającymi się policzyć na palcach jednej ręki , ze strony rówieśników nie doznawałam nieprzyjemności i zawsze miałam wokół siebie grupę oddanych przyjaciół. Gorzej było z lekarzami i z ojcem, który dokuczał mi tylko w żartach i co
tymbardziej spędzało mi sen z powiek.

Wczesna młodośc i początki dorastania

Kiedy wstępny egzamin konkursowy do liceum plastycznego zdałam na czwartym
miejscu i bez kompletnie żadnych znajomości , rodzice , a zwłaszcza ojciec,
byli ze mnie dumni.Ja sama byłam również bardzo szczęśliwa , bo była to
szkoła o której marzyłam od siódmej klasy podstawówki.
Co więcej specyficzny klimat szkoły i panujący tam 'artyzm' dawał mi
możliwości ubierania się artystycznie. Długie ciemnie wory - tak nazywał
móje fatałaszki mój ojciec. Pamiętam , że często też zwracał się do mnie per
'Żałobnico".
Czułam się doskonale mogąc zakryć wszystkie swoje kragłości.
W liceum byłam przeciętną uczennicą. Okres buntu też przechodziłam dość
łagodnie, bo zaangażowałam się w chrześcijaństwo. Nie był to jednak Kościół
Katolicki , lecz zbór protestancki. Dawało mi to poczucie inności jeszcze
większe niż reszcie uczniów już i tak przecież nietuzinkowej szkoły. Z moim
darem przewodnictwa i , powiem nieskromnie , charyzmą byłam niezastąpiona w
organizowaniu ewangelizacji i głoszeniu  Słowa Bożego w szkole i na
wszelkiego rodzaju obozach.
Na początku drugiej klasy zaczęłam zwracać uwagę na pewnego chłopaka o
imieniu Wojtek, starszego ode mnie o 4 lata , który był uczniem ostatniej
klasy naszego liceum i aktywnym członkiem zboru Agape , do  którego również
należałam. Była to taka typowa fascynacja nastolatki, oczywiście
jednostronna i nie byłoby w tym kompletnie nic nadzwyczajnego , gdyby nie
fakt , że moje kompleksy zaczęły dawać o sobie porządnie znać. Nie zdawałam
sobie wówczas sprawy , z faktu , że wystarczającym powodem do ignorancji
jaką 'obdarzał' mnie mój obiekt westchnień była różnica wieku.Byłam
absolutnie przekonana , że ten brak zainteresowania wynika tylko i wyłacznie
z mojego zbyt okrągłego wyglądu.
Zaczęłam więc pierwszą dietę. Pamiętam dokładnie , że ważyłam wtedy 75kg.
Była to bardzo typowa dieta pod tytułem ŻM , czyli "żreć mniej" i dawała
efekt. Nie przypominam sobie już w tej chwili ile udało mi się zrzucić.Za to
dokładnie pamiętam moment , kiedy zjadłam moją pierwszą czekoladę - z
rozpaczy oczywiście.Było to w dniu , kiedy Wojtek na jednym ze spotkań
młodzieży zboru , przedstawił nam swoją dziewczynę , Amerykankę o imieniu
Noemi.
Następną dietę zaczynałam ważąc już 82 kilogramy. Było to mniej więcej po
niecałym roku od poprzedniej. Zaczęłam wtedy 3cią klasę liceum. Moj
najlepsza , 3 lata ode mnie młodsza przyjaciółka Kasia poznała chłopaka i
zaczęła z nim chodzić. Do tej pory , pomimo iż moje rówieśniczki z klasy już
miały chłopaków i spotykały się z nimi , pozostawała mi ostoja w postaci
młodszej ode mnie Kasi. Na imprezę zawsze mogłam pójść z nią...Teraz to się
zawaliło.Pamiętam sobotę kiedy dzwoniłam do niej , żeby umówić się na
wyjście do naszego ulubionego klubu , a ona powiedziała : " nie obraź się
Marta , ale obiecałam Maciejowi , że pójde z nim gdzieś indziej".No i zaraz
potem zakołatały mi w głowie dobrze już znane słowa "kto będzie chciał się
ożenić z taką czeską babą?! "
Dieta znowu przyniosła efekt. Schudłam i to sporo. Nawet mój własny ojciec ,
którego było bardzo trudno zadowolić chwalił mnie na forum rodziny i
znajomych. Byłam z siebie dumna.
Wracając z moich osiemnastych urodzin z moją inną przyjaciółką z klasy ,
Dorotą , zaczepiło nas dwóch niesamowicie fajnych chłopaków. Zaczęliśmy
spotykać się we czwórkę. Dorocie podobał się Michał - ten wyższy i nieco
przystojniejszy , ale jak dla mnie zbyt słodkawy. Maksym spodobał się mnie.
W miarę rozwoju znajomości miałam jednak coraz większe wrażenie , że Dorota
podoba się i Michałowi i Maksymowi. Wysoka , długowłosa blondynka , zgrabna
i bardzo inteligentna. ( wtedy nie wiedziałam jeszcze , że Dorota ma
początki anoreksji - na początku liceum była nieco przy kości, a potem nagle
zaczęła chudnąć ) Przekonałam się o tym , kiedy jedna z moich koleżanek
powiedziała mi, że widuje Dorote z Maksymem i z Michałem osobno , co
znaczyło , że moja przyjaciółka spotyka się z nimi na przemian za moimi
plecami.Szlag trafił efekt jaki dała dieta.
Mojego pierwszego faceta poznałam na początku klasy piątej - ostatniej.
Korespondencyjnie.
Czekając na lekcje angielskiego ( wybierałam się wtedy na filologię ) u
mojej babci w mieszkaniu , od niechcenia przeglądałam jakąs gazetkę i
trafiłam na anons. Odpisałam też od niechcenia i wielkie było moje
zdziwienie , kiedy przyszła odpowiedź. Ponieważ Waldek był z tego samego
miasta spotkaliśmy się prawie od razu. Spodobałam mu się i odwrotnie. Miał
długie włosy ,a ja skończyłam z chrześcijaństwem zagłębiając się w
subkultury muzyki metalowej.
Martwiło mnie jednak to , że nie czułam się lepiej...pomimo to , że przecież
miałam wreszcie faceta.Chociaż on tego nie wymagał ( zawsze powtarzał , ze
moja tusza mu nie przeszkadza ) zaczęłam kolejna dietę. Bardzo bardzo
restrykcyjną. Zjadałam dziennie 3 zupki w proszku o zawartości w sumie 400
kcal. Kuracja zalecana była na 3 miesiące , ja stosowałam ją przez ponad pół
roku.Schudłam 25 kilogramów i znowu ważyłam nieco ponad 70kg. Nadal nie
czułam się lepiej.Zaczęłam zauważać przepaść intelektualną , która dzieliła
mnie i Waldka , jego znajomych i moich znajomych. Moi rodzice nie darzyli go
sympatią . Mama robiła dobrą minę do złej gry, ojciec natomiast otwarcie
objawiał swoją niechęć. Pamiętam jak pojechaliśmy razem na wakacje do mojej
rodziny w Szwecji. Waldek wtedy pracował już w firmie mojej mamy , jako
instalator klimatyzacji. Mój 'szwedzki' wujek , poprosił go o taką szybką
mini konserwcaję ich klimatyzatora , który kupili u nas w firmie. Nie muszę
chyba dodawać , że siedzieliśmy z Waldkiem  w ich domu za darmo i za darmo
tam jedliśmy przez dwa tygodnie. Odpowiedź Waldka była krótka i rzeczowa : "
Ja mam tera urlop" ( TERA ). Po tym incydencie zaczęłam zauważać coraz
więcej i więcej złych cech i manier mojego wybranka. Na moją prośbę Waldek
poszedł do szkoły wieczorowej. Miałam nadzieję , że kiedy uzyska jakies
,minimalne chociaż wykształcenie , będzie to lepiej widziane i coś sie
zmieni. Nie chciałam kończyć związku , żeby znów zostać sama. Poza tym , bez
wzgledu na to , jaki był ( główną rolę tutaj odgrywało jego wychowanie i
pochodzenie ) do tej pory myślę , że mnie kochał w sposób w jaki kochać
potrafi bardzo prosty człowiek - nie potrafiłam powiedzieć , że chcę to
skończyć również ze wzgledu na niego.Byliśmy ze sobą ponad 3 lata.
Nie muszę chyba już pisać , że na przestrzeni tak długiego czasu pełnego
stresu i niespełnienia intelektualnego u boku kompletnie odbiegającego od
moich wyobrażeń idealnego mężczyzny , efekty diety Cambridge szlag trafił.
Był to najstraszniejszy dla mojego ciała efekt jo-jo. Pod koniec naszego
związku ważyłam  ponad 100 kilo.
Swój pierwszy modem dostałam na gwiazdkę od ojca. Internet poznawałam sama,
na własną rękę.Zaczęłam od stron internetowych , które łączyły w sobie
przyjemne z pożytecznym . Aby mieć kontakt z żywym językiem ( byłam wówczas
studentką drugiego roku anglistyki ) korespondowałam z ludźmi z całego
świata.Bardzo mnie to fascynowało. Świat komputerów stał się moim drugim
życiem.
I pewnego dnia trafiłam na ciekawego Szweda....

Nauka o samej sobie.....

Micke przyjechał do mnie dwa razy. Ostatni wyjazd skończył sie nagle po tym
jak dostał telefon , że jego ojciec miał wypadek.Przestał się do mnie po
prostu odzywać. Czekałam 3 miesiące , zanim zrozumiałam , że to po prostu
koniec.
Zajadałam frustracje i nabierałam kilogramów.
Waldek znowu okazał się dla mnie ostoją spokoju i pomyślałam ,że ta nauczka
, która dostałam od życia powinna mi wystarczyć i być może los przez to
chciał nauczyć mnie pokory i szacunku do tego co mam. Pamiętam słowa mojej
przyjaciółki , szcześliwie zakochanej Doroty : " lepsze jest wrogiem
dobrego".
Trwałam więc u boku Waldka zajadając każde niespełnienie i wieczną nudę.
Znów czegoś brakowało. Nie pamiętam już ile czasu minęło gdy znów natknęłam
się na mężczyznę, który po kilku linijkach napisanych naprędce w ICQ (
komunikator podobny do gadu-gadu ) wydał mi się jakoś dziwnie bliski.

GIJS

Początkowo rozmawialiśmy o muzyce. Tak jak ja studiował angielski. Był 3
lata ode mnie młodszy i mieszkał  w małej miejscowości pod
Amsterdamem.Rozmawialiśmy ze sobą ponad 4 miesiące, po 6, 7 godzin dziennie.
Mówiliśmy sobie wszystko. Przyznałam się , że nie jestem szczupła.
Zareagował sympatycznie. Wyciągnęłam od niego informację , że on również nie
jest. Zmusiłam go do przesłania zdjęcia dopiero tuż przed umówionym
spotkaniem.
Spotkaliśmy się w maju. Czekałam na niego na dworcu przez ponad 4 godziny ,
bo zepsuły się niemieckie komputery sterujące zwrotnicami. Wysiadł
zestresowany bardziej niż ja.Był pewien , że już nie czekam. Spędziliśmy ze
sobą tydzień w niewielkim motelu "Pod Kaczorem" 30 km za Poznaniem. Prawie
nie sypialismy - rozmawialiśmy godzinami. Czułam , że wiele nas łączy , on
Gijs też zauważył , że jesteśmy do siebie niesamowicie podobni. Imponowało
mi to , że intelektualnie przeywższał mnie znacznie, mimo różnicy wieku.
Przepięknie mówił po angielsku i pisał poezję. Był bardzo wysoki , sięgałam
mu zaledwie do łokci. Miał długie włosy. Obietkywnie oceniając był jednym z
najprzystojniejszych facetów , z którymi byłam, pomijając oczywiscie fakt ,
że był gruby. To , poza intelektem kręciło mnie u niego najbardziej.
Znajomość ta , była jednak dla mnie czymś zupełnie innym niż poprzednia z
Micke. Nie zaangażowałam sie uczuciowo - owszem , pamiętam jak przyspieszało
mi serduszko , kiedy pojawiał się na ICQ lub kiedy dzwonił. Nie miało to
jednak nic wspólnego z miłością czy nawet zakochaniem. Rozum podpowiadał mi
,że to za daleko i że Gijs jest zbyt młody , zeby wiedzieć czego tak naprawdę
chce od życia.

Nie pomyliłam się w tej ocenie. Być może decyzję o zakończeniu naszej
znajomości podjął obserwując moje zachowanie i czuł , że się oddalam...

Oddalałam się faktycznie. Któregoś dnia znalazłam stronę z anonsami i
postanowiłam zostawić na niej swój ślad. Ogromne było moje zdziwienie z
odzewu , z jakim się spotkało moje ogłoszenie. Zrobiłam swego rodzaju
eksperyment. Napisałam od razu i wprost o tym , że jestem grubaską. Pamiętam
dokładnie ,że moja skrzynka nastepnęgo dnia przyjęła 144 wiadomości e-mail.
Wiele czasu zajęło mi wyłuskanie tego , co mnie naprawdę interesowało.
Zaczęłam intensywnie korespondować z pewnym prawnikiem z Łodzi. Gijs musiał
czuć , że jest juz na drugim planie.
Zadzwonił któregoś wieczoru i powiedział mi, że dla niego ta sytuacja jest
zbyt trudna , że zbyt tęskni i uważa , że trzeba to zakończyć, póki jeszcze
można. Kamień spadł mi z serca.

Rafał

Wiele wymieniliśmy e-maili , zanim do mnie przyjechał. Urzekło mnie w nim to
, że był człowiekiem na poziomie i facetem z klasą. Starszy ode mnie
zaledwie kilka lat , a jednak osiągnął już tak wiele. Zaimponowało mi
również to , że otwarcie przyznawał się do swoich upodobań jeśli chodzi o
kobiety. Nazywał je pluszakami.
Przyjechał do mnie po miesiącu intensywnych rozmów internetowych. Na
weekend. Spędziliśmy go również w motelu "Pod Kaczorem". Rafał był normalnej
budowy ciała. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę , że napisałam do
niego , bo był prawnikiem przyznającym się do umiłowania krągłości tak
otwarcie jak tylko można było , i chciał czegoś więcej niż tylko seksu.
Również wysoki , ponad 195cm , były koszykarz o silnych ramionach i blond
włosach. Kompletne przeciwieństwo mojego ideału. Pamiętam jak w łóżku
zamykałam oczy i wyobrażałam sobie inne ciało...żeby móc odlecieć.
Myśląc o Rafale po jego wizycie u mnie dokonałam poważnego odkrycia w moim
życiu seksualnym.
Przypomniało mi się dziwne uczucie w podbrzuszu , którego doświadczałam
obserwując dwóch puszystych kolegów w mojej klasie szkoły podstawowej.
Przypomniało mi się jak mi było fajnie kiedy Waldek zmienił pracę z
fizycznej na umysłową i nabrał nieco bardziej miękkich kształtów. Byłam już
pewna , że kręci mnie u mężczyzn to samo , co mam ja.
Pomijając Rafała , do tej pory trafiałam na misie przez zupełny
przypadek.Rafał natomiast nie był taki najgorszy , bo ....cóż , miał
perspektywy i był bardzo wysoki, przez co dawał mi poczucie bycia malutką.
Tak , doszłam do tego , że uwielbiam czuć się malutka i drobna. Im partner
większy tym ja czuję się mniejsza.

Kiedy pojechałam z wizytą do Rafała jego rodzice przyjęli mnie bardzo
ciepło. Miałam większe wyrzuty sumienia niż się tego spodziewałam. W
międzyczasie postanowiłam spróbować odpisać na jeszcze kilka listów , które
przychodziły w odpowiedzi na moje coraz to wymyślniejsze anonse, w których
coraz śmielej określałam to jaka jestem i to kogo szukam. Rafał był
sprytniejszy niz myślałam i mniej naiwny niż się tego spodziewałam.Włamał
się do mojej skrzynki pocztowej i przeczytał całą moją korespondencję. Było
mi przykro , choć może nie chodziło o to , że oczywiście zakończył naszą
znajomośc , lecz raczej  o to , że naruszył moja prywatność. Skupiłam się
więc znowu na spotkaniach intrnetowych. Poznałam w ten sposób wielu
mężczyzn , mniej i bardziej wartościowych , którzy z biegiem czasu uczyli
mnie jaką jestem kobietą. Dotarło do mnie , że mogę sobie w nich przebierać
i wybierać. Nie pamiętam nawet w tej chwili wszystkich imion , ale myślę ,
że było ich około 15stu , zanim poznałam Mikołaja , ojca mojej córeczki
.

O Erneście...

Historia naszej znajomości zaczęła się w sposób bardzo niekonwencjonalny...a właściwie mocno skomplikowany.Wstyd przyznać - z moje winy. Bardzo doceniam fakt, że dał mi drugą szansę mam nadzieję i zrobię wszystko, że nigdy nie będzie tego żałował.

Poznaliśmy się już dwa lata temu, kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży z Roxaną. Co może wydawać się dziwne , nie na internecie. Poderwałam Ernesta w hipermarkecie, w którym pracował. Pierwszy raz zobaczyłam go w folderze reklamowym, który jego firma rozsyłała na początku powstania sklepu. Zobaczyłam fotkę, która w jakiś niesamowity sposób różniła się od pozostałych i natychmiast postanowiłam sprawdzić jak facet wygląda w rzeczywistości. No cóż...był dużo fajniejszy niż w folderze.Kilka tygodni główkowałam jak mam go poznać. W końcu wpadłam na genijalny pomysł zostawienie mu listu na półce w dziale , ze który był odpowiedzialny. Nie pamiętam już dokładnie co tam nawypisywałam, ale było to mniej więcej : " Lubię pluszaki, jeśli jesteś wolny, zapraszam na kawę/piwo ( niepotrzebne skreślić ). No i połknął mój haczyk - spotkaliśmy się na piwie. Niektórym pewno wyda się  niemożliwe, że ciąży  nie było po mnie widać ( macicę miałam raczej schowaną wgłąb pod żeberkami , przez co prawie nie mogłam oddychać ). Ernest nic nie wiedział o tym, że spotyka się nie z jedną, a z dwoma kobietami. Wszystko wyszło na jaw, kiedy urodziłam i wtedy nasza znajomość ochłodziła się bardzo. Nie podejmowałam prób spotkania, mimo iż myślę, że on wtedy chciał, ale dla mnie świat zewnętrzny nie liczył się wtedy  za bardzo. Za wszelką cenę pragnęłam stworzyć jej szcześliwą rodzinę ( tutaj odezwało się znowu piętno 'tej gorszej' )   pomimo uprzednich ogromnnych nieporozumień pomiędzy mną, a jej ojcem.W tej nowej roli mój partner sprawdzał się znakomicie, więc żyłam pełna nadziei, że jeszcze jakoś nam się ułoży. Kolejny kryzys zaczął się kiedy mała skończyła 3 miesiące...

Głupie i niesprawiedliwe z mojej strony było to, że ilekroć w moim związku zaczynało się sypać myślałam o Erneście.Dawał mi jakieś niepojęte poczucie bezpieczeństwa i spokoju, a jednak nie miałam odwagi, żeby zacząć życie od początku.Spotkaliśmy się raz, po czym znowu podwinęłam ogonek pod siebie i uciekłam do swojego życia.

Ponad rok czasu potrzebowałam, aby pozbawić się wszelkich złudzeń na temat mojego związku z tatą mojej córki.Podejmowałam potem próby budowania czegoś z kimś innym, ale również się pomyliłam , tym razem co do samej siebie. Starałam się nie dostrzegać pewnych faktów, stosowałam tak zwany 'obiektywizm wymuszony ' czego dzisiaj ogromnie żałuję...ale...człowiek na błędach ma się uczyć.Patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że ani on ani ja nie byliśmy w stanie sprostać swoim wzajemnym wymaganiom. Oboje popełnilismy duży błąd, którego już nie da się cofnąć Mimo, iż się rozstaliśmy wierzę, że nasza córka nie będzie z tego powodu cierpieć. Obiecaliśmy sobie wzajemnie, że oboje dołożymy do tego wszelkich starań.

Ernest cały czas się gdzieś pojawiał. Mijając go samochodem myślałam kilka dni, próbowałam odszukać jego numer telefonu, dzwoniłam z pamięci...dopiero jesienią roku 2002 przez zupełny przypadek znalazłam jego profil w internecie i napisałam kretyńskiego maila. Nie sądziłam, że będzie skłonny w ogóle się mną zainteresować. Ale...znów zaczęliśmy się spotykać. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. O wiele szybciej niż to miało miejsce w moim życiu do tej pory. Niesamowite dla mnie w związku z Ernestem jest to, że nie musiałam wielu rzeczy analizować, nie musiałam rozważać ZA i PRZECIW, bo sytuacja była dla mnie jasna i klarowna. Nie wiem....może to jest wynik tego, że wreszcie dorosłam i wiem czego chcę od życia. Przedtem każda decyzja dotycząca związków była długo ważona i spędzała mi sen z powiek - tym razem , podejmując ją dokładnie wiedziałam czego chcę, a co więcej nie zadawałam sobie już pytań o treści : "Jak to będzie?"

Teraz, kiedy jestem już mamą i żoną po upływie 10 lat od tamtego burzliwego procesu dojrzewania mojej osobowości widzę, jak było to infantylne z jednej strony, z drugiej zaś jak bardzo mi potrzebne. Zastanawiałam się też niejednokrotnie czy to było prymitywne? Budowałam sobie przecież poczucie własnej wartości na podstawie powodzenia u facetów...ale czy nie jest tak, że każdy człowiek potrzebuje akceptacji? A zwłaszcza, każda kobieta?

Moja przygoda z XL zaczęła się w momencie kiedy byłam już świadomą swojej atrakcyjności kobietą. Zawsze miałam pociąg do altruistycznych działań, postanowiłam więc podzielić się moimi życiowymi wnioskami z innymi kobietami. W oparciu o moje doświadczenia w pracy modelki xl oraz kilkuletnim studiowaniu stron amerykańskich, założyłam własny serwis internetowy, który nadspodziewanie mi się rozwinął dając ogromną  satysfakcję....

XL POZYTYWNIE jest moją ogromną pasją, poświęcam mu większość wolnego czasu kosztem innych przyjemności.Bardzo załuję, że nie mam możliwości zrealizowania wszystkich pomysłów przychodzących mi do głowy, mam jednak nadzieję, że nadal będę kontynuować to co robię, być może na jeszcze większą skalę.