
Przy wzroście 165 cm ważyłam 172 kg. Nie pomagały żadne diety, Uratowała mnie operacja. Dziś wspieram inne osoby z olbrzymią otyłością. Nie lubię mówić o tym jak się czułam w obcym ciele.. Ale nie wstydzę się o tym mówić…wręcz chcę żeby jak najwięcej osób o tym usłyszało i uwierzyło że można odmienić swój los..
Dzieciństwo:
Jako mała dziewczynka miałam problemy z wagą…ale nie była to nadwaga wręcz odwrotnie w wieku 2 lat byłam tak chuda że lekarka w przychodni myślała że rodzice mnie „głodzą” bo miałam niedowagę i do tego anemie.. Rodzice z zagranicy ściągnęli dla mnie lek który miał pomóc mi w unormowaniu wagi i dorównaniu moim rówieśnikom.. Lek bardzo dobrze się sprawdził a wręcz za dobrze.. zaczęłam mieć taki apetyt że mama w przeczkolu prosiła żeby Panie nie dawały mi dokładek.. Zaczęłam się zaokrąglać i już była powoli widoczna między mną a moimi rówieśnikami..
Szkoła:
W szkole podstawowej już znacznie odbiegałam od „normy” klasowej.. Na komunię miałam już szytą na miarę sukienkę…bo nie było można dostać dla mnie gotowej sukienki… Mając 14 lat ważyłam 102 kg… Natomiast w szkole średniej zaczęłam najszybciej tyć co roku średnio około 10-12 kg mi dochodziło.. W klasie maturalnej ważyłam 165 kg i wtedy zaczęłam się zastanawiać co dalej ze mną będzie ? W szkole byłam lubiana i akceptowana miałam nawet ksywkę w szkole i nauczyciele i uczniowie mówili do mnie „kruszynka” Ale strach przed akceptacją w innej grupie był ogromny… Zadawałam sobie pytanie co ze mną dalej będzie…czy inni będą tak wyrozumiali jak moje dotychczasowe otoczenie..?
Operacja:
Moja mama od bardzo dawna namawiała mnie na operację zmniejszenia żołądka… Ja nawet o tym słyszeć nie chciałam... Tłumaczyłam to tym że jak będę chciała to sama schudnę.. Nic mylnego miliony diet stosowałam…całe życie co „ poniedziałek” się odchudzałam.. i nic…. Nie miałam silnej woli… nie potrafiłam… I pewnego sierpniowego dnia obudziłam się z myślą a może jednak operacja ? Zaczęłam szukać informacji w internecie… nie było tego za wiele…jedyna strona i na dodatek 4 profile osób „PO” ale zaczęłam czytać …pisać maile z tymi osobami… I pomyślałam czemu nie… Zadzwoniłam do jedynego w tamtym czasie lekarza który wykonywał tego rodzaju operacje w Zabrzu.. Pamiętam uciekałam na strych żeby porozmawiać spokojnie z lekarzem żeby nikt w domu nie usłyszał o moim pomyśle… Kiedy dr. Mariusz Wyleżoł zrobił ze mną „wywiad” telefoniczny stwierdził że koniecznie muszę być operowana bo mając 20 lat z wagą 170 kg zaraz mogę umrzeć.. We wrześniu stawiłam się w Zabrzu na konsultacji.. Pan doktor bardzo mile mnie przyjął zaczął ze mną rozmawiać…o tym jak się odżywiam…co jadam…i przepytał z przebiegu mojego zdrowia.. i wagi… Stwierdził że mam otyłość złośliwą.. i żadne diety mi nie pomogą… muszę być operowana… Przez kilka miesięcy przygotowywałam się do operacji… 12 stycznia 2004 roku stawiłam się na oddziale Chirurgicznego Leczenia Otyłości w Zabrzu… Spędziłam tam 3 tygodnie… To był bardzo trudny czas dla mnie… Przez pierwsze 2 tygodnie piłam tylko wodę niegazowaną.. nic nie jadłam…potem przyjmowałam kroplówki wzmacniające bo byłam bardzo słaba… musiałam schudnąć 10% swojej wagi czyli prawie 17 kg… Dałam radę tylko schudnąć 15 kg do operacji bo byłam za słaba i lekarze postanowili mnie operować..Operacja trwała kilka godzin miałam zakładaną opaskę regulowaną metodą laparoskopową.. Tydzień po operacji zostałam wypuszczona do domu jechałam całą noc ze śląska nad morze do swojego kochanego domku chudsza o 21 kg.
Zmiana była już bardzo widoczna…
Potem przez pierwszy miesiąc piłam tylko soki rozcieńczane i jogurty…po miesiącu zaczęłam jeść papki…a po 3 miesiącach powoli normalne jedzenie…waga leciała jak oszalała codziennie po 2 -1,5 kg mniej…wspaniałe uczucie kładłam się spać i myślałam że jutro rano jak wejdę na wagę będę jeszcze chudsza… Wspaniałe szczęście i uczucie… Chciałam góry przenosić i fruwać ze szczęścia… Podjęłam po 3 miesiącach od operacji pierwszą pracę… Byłam z siebie dumna… Schudłam prawie 80 kg… 2007 roku podjęłam się operacji abdominoplastyka powłok brzusznych (wycięcie fałd skórnych-plastyka brzucha).
7 lat po operacji….
To było piękne 7 lat mojego życia…chyba tak naprawdę najpiękniejszy czas w moim życiu.. Dzisiaj jestem prawie 30 letnią kobietą a nie tą 20 latką zakompleksioną z głową pełną marzeń… Dzisiaj kompleksy też mam ale już nie są one dla mnie tak ważne …głowę pełną marzeń też…ale wiem jedno nie byłabym dzisiaj tutaj gdzie jestem gdyby nie operacja…To dzięki jej mogłam tak wiele zakosztować w życiu nowych rzeczy… Operacja nie rozwiązuje naszych problemów ot tak… To jest bardzo ciężka praca nad sobą…walka każdego dnia ze swoimi słabościami… Czasami jest okres kiedy waga spada…a są miesiące kiedy wychodzimy z formy i waga idzie w górę.. ważne żeby tego nie przegapić i mieć kontrolę nad sobą… Operacja jest tylko narzędziem w naszych rękach…a my albo wykorzystamy to narzędzie albo nie… W ostatnich latach operacje ChLO są robione w niektórych ośrodkach „taśmowo” Bywają i przypadki śmiertelne… i trzeba się z tym liczyć… Pacjent decydujący się na taką operację – ingerencję w swój organizm musi być tego w pełni świadomy. Ja nie żałuję… Warto było…. I akceptuję siebie w 100% !!!
Piękno jest w naszym wnętrzu ...ale w tak śmiertelnych przypadkach wielkiej nadwagi operacja jest ratunkiem na dłuższe i zdrowsze życie…
Pozdrawiam czytelników Xl-Pozytywnie.
Autorka: Magdalena Szulc