
Muszę szczerze przyznać, że poznając mnie, bardzo rzadko ktokolwiek doświadczał efektu aureoli. Na czym to zjawisko polega? Otóż z reguły (i za stwierdzeniem psychologów) osoby ładne od razu postrzegamy jako dobre, odznaczające się niezwykłymi cechami. Ja z kolei zwykle stałam sobie z boku i pragnęłam by mnie nie dostrzeżono z racji mego wyglądu i chorobliwej nieśmiałości. A gdy już doszło do tej nieszczęsnej interakcji czułam na sobie ten jakże oskarżający wzrok, krytyczny, mrożący do szpiku kości. Miałam wrażenie, że dopiero co poznana osoba, z którą właśnie wymieniłam uścisk dłoni posiada w oczach specjalny skaner, który dokładnie jest w stanie zmierzyć obwód moich bioder i talii. Zdawało mi się, że nie słyszę prostego „Cześć, miło cię poznać” tylko „Zrób coś z sobą okropna kobieto”. I już w myślach widziałam siebie biegającą, ćwiczącą i doprowadzającą swoje ciało do dzikiego wyczerpania. Przyznam się szczerze, że takie próby miały miejsce, jednak szybko zniechęcał brak efektów. Co prawda pojawiały się one podczas morderczego, 14-sto godzinnego dnia pracy sezonowej w barze (nie) szybkiej obsługi, ale po powrocie do domu wracał ze mną również mój bagaż w postaci kilogramów. Taki ich wielki come back!
Najbardziej w mojej wadze irytowały mnie ograniczenia związane z kupowaniem ubrań. Po cichu marzyłam sobie, że pewnego dnia wejdę do sklepu i kupię to, co mi się podoba, a nie to co pasuje… A zwykle pasowały wyciągnięte niby dżinsy i jakaś tunika, którą z powodzeniem mogła nosić moja mama. Jednak nie tunika i nie niby dżinsy były dobijające, ale wzrok Pań z „z normalnych sklepów z normalnymi rozmiarami”. Przebierając między półkami w poszukiwaniu dodatków lub zwykłej czapki czułam się jak szpieg obcego wywiadu, którego trzeba pojmać lub za pomocą gazu łzawiącego wykurzyć jak najdalej z idealnego świata. Do tego nigdy nie układały mi się włosy, nie miałam czasu na malowanie paznokci itd. itp. Butów na obcasie też nie nosiłam, a perspektywa ubrania sukienki i to przed kolano (!) była czystą fantazją.
Nie mogłam słuchać, gdy moje chude koleżanki o idealnej figurze ciągle narzekały (przy mnie) jakie to są grube i że muszą koniecznie wypróbować nową dietę cud, bo w końcu rzuci je chłopak. Zdawało mi się to wręcz absurdalne by wygadywać takie głupoty, i nietaktowne, bo przecież ja siedziałam obok. Nie czułam względem nich zazdrości (no może czasami), ale szczere politowanie. Ja, mająca sporą nadwagę uczyłam się żyć sama ze sobą, one będąc postrzegane przez efekt aureoli miały problem z zaakceptowaniem siebie. Nie ważna była cena osiągniętego piękna (głodówki, tasiemce w tabletkach, super specjalne diety) ważne by być jak anioł. A ja? Ja wolałam zdjąć tą cholerną aureolę i żyć tak jak mi się podoba-w zgodzie ze samą sobą. A jak do tego doszło… Wkrótce i o tym napiszę...
Autor: Lila Róż