
Eve Ensler, dramatopisarka i inicjatorka międzynarodowego ruchu przeciw przemocy wobec kobiet i dzieci V-Day, autorka głośnych 'Monologów waginy', napisała tę książkę zaskoczona samą sobą. Aktywna feministka, walcząca od lat o prawa kobiet do samostanowienia i bezpieczeństwa, postanowiła w Dobrym ciele odważnie opisać to, jak sama odkryła, że największym niebezpieczeństwem jakie na nią czyha jest jej pragnienie - a dokładniej: silna i nie do końca świadoma potrzeba bycia doskonałą w najprostszym, fizycznym, sensie. Autorka świadoma, wykształcona, doświadczona, mądra nagle zauważyła, że centrum jej osobistego wszechświata stał się jej brzuch. A właściwie - jego nadmiar. Napisane książki książkami, wygłaszane wykłady wykładami, a na co dzień nienawiść do zbuntowanej części ciała, która nie chciała poddać się ani głodówkom, ani ćwiczeniom.
Osobisty, intymny sposób, w jaki zaczyna Ensler swoją opowieść całkowicie mnie 'kupił'. Zaufałam jej, poczułam z jednej strony podziw dla jej szczerości, z drugiej zaś strony czułam, że jest mi zwyczajnie bardzo bliska, nie tylko ze względu na poglądy, jak to było do tej pory, ale właśnie poprzez pokazanie siebie nagiej, w błogosławionym bezwstydzie swojego cierpienia, spowodowanym wystającym nienawistnie brzuchem. W męce naszej codziennej - czyli wypatrywaniu w ciele wszelkich niezgodności z wzorcem, jaki miłośnie pielęgnujemy w swoich głowach.
O tych wzorcach w książce jest mowa - Ensler w kolejnych rozdziałach umieszcza zapisy i opisy rozmów, jakie odbyła na temat ciała z kobietami w różnym wieku i w różnych częściach świata. Większość z nich - mimo różnic wiekowych, pochodzenia, seksualności, majątkowych - łączy jedno: być lepszą, ładniejszą, szczuplejszą. Tu i teraz nigdy nie są w porządku, nie są wystarczająco dobre. O pojmowaniu ciała Ensler rozmawia między innymi z Helen Gurley Brown, 80. letnią twórczynią Cosmopolitana - wiekowa dama w trakcie wywiadu robi brzuszki i mówi 'mogę pomagać kobietom na całym świecie, wszystkim jestem w stanie pomóc, ale nie sobie'. Rozmawia z anonimową kuracjuszką obozu dla osób z problemami żywieniowymi, która opowiada o nienawiści do szczuplejszych koleżanek. Wśród rozmówczyń Ensler są kobiety, które przeprowadzały operacje plastyczne: modelka, która odessała tłuszcz z ud, bo nie była w stanie znieść ich wyglądu podczas stosunków płciowych i czterdziestolatka, która przeprowadziła plastykę pochwy, by jej emerytowany mąż się nią nie znudził.
W 'Dobrym ciele' ciało rzadko jawi się jako dobre samo w sobie, jako jakość i wartość, która jest nam dana. Najczęściej jest obiektem gniewu i złości, a także narzędziem tortur. Autotortury zadaje sobie również sama autorka - niemal przez całą opowieść wtrącając swoje własne zapisy z pracy nad niepokornym brzuszkiem. Autodestrukcja i nienawiść do siebie ujawniana w braku akceptacji i wdzięczności za to, co nas przecież stanowi, nie jest jednak jedynym motywem rozmów Ensler. Jedną z jej bohaterek jest Isabella Rossellini, która mówi, że koncern, który reklamowała akceptował ją dopóki nie stała się silniejsza od sprzedawanej w ten sposób szminki. Autorka rozmawia także z kobietami, które nadal żyją blisko natury: Masajka opowiada jej, jak kocha swoje ciało. Wreszcie Hinduska Lakshmi, do której trafia z powodu bólu wiecznie maltretowanego brzucha, mówi jej: 'znasz tylko jedno państwo - swoje ciało (...) cały czas je naprawiasz, odnawiasz. Tracisz z oczu resztę świata. Musisz podnieść oczy'.
Ta książka to dla mnie nie tylko kolejny zapis powszechnego stanu współczesnego umysłu kobiety, w którym ideał doskonałości wyraża się w szczupłym, jędrnym i młodym ciele, a naszą wartość warunkuje zwartość pośladków, gęstość włosów i ilość centymetrów w udach. Poprzez ten cykl rozmów, opisany w prostej i krótkiej formie, a także dzięki zamieszczeniu własnych refleksji nt. akceptacji własnej cielesności, udało się Eve Ensler stworzyć wybuchową mieszankę - lekturę, która nie tylko fascynuje, porusza i zbliża, ale przede wszystkim daje na końcu energetycznego kopa wszystkim pomysłom naszej biednej głowy na tzw. doskonałość. Pamiętam dobrze, jak czytałam 'Dobre ciało' pierwszy raz: wyszłam z autobusu z wypiekami na policzkach i lżejsza, mimo bolących, niedoskonałych nóg;) Dziś z przyjemnością wracam do lektury ponownie.