

Gdy w staromodnej ciemnoniebieskiej sukience 43-letnia grubaska (120 kg żywej wagi przy 175 cm wzrostu) stanęła wieczorem 7 marca 2010 roku na scenie słynnego Kodak Theatre w Los Angeles z pozłacaną statuetką w ręce, widać było, że jest wzruszona. Nic dziwnego: w ponad 80-letniej historii Oscarów była dopiero piątą Afroamerykanką wyróżnioną w ten sposób przez Amerykańską Akademię Filmową. Pierwsza była w 1940 roku Hattie McDaniel, słynna niania Scarlett O’Hary w hicie nad hitami „Przeminęło z wiatrem”. Także grubaska. Mo’Nique skopiowała jej niebieską suknię na oscarową galę. A w niesforne czarne włosy wpięła białą gardenię. Otrzymaną – co za niezwykły zbieg okoliczności! – od anonimowej przyjaciółki rodziny McDanielów.
Każda aktorka marzy o takiej magicznej oscarowej chwili. Mo (bo tak nazywają ją najbliżsi) na ten wielki sukces pracowała 11 lat. Przez większość tego czasu do łez rozśmieszała widzów – telewizyjnych i filmowych. Ale Oscara otrzymała za rolę dramatyczną.
Tak przejmująco i naturalistycznie zagrała Mary Lee Jones, czarną bezrobotną kobietę z Harlemu, która fizycznie i psychicznie maltretuje swoją chorobliwie otyłą córkę, 16-letnią Claireece, zwaną ironicznie „Skarbem”, od dziecka gwałconą przez własnego ojca, męża Mary, że amerykańscy jurorzy nie mieli najmniejszej wątpliwości, komu należy się cenna nagroda.

Rola wsparta wspomnieniami
Superpulchna aktorka w wyścigu do pozłacanej statuetki pokonała nawet piękną i superzgrabną Hiszpankę Penelope Cruz, nominowaną za rolę w muzycznym filmie „Nine”! Przedtem za swoją wielką kreację w dramacie o patologicznej rodzinie Mo`Nique otrzymała kilka innych nagród, w tym prestiżowy Złoty Glob. Dziękując jurorom dedykowała swą nagrodę wszystkim molestowanym seksualnie kobietom.
– Dobrze wiedziałam, jak zagrać tę rolę. Znałam Mary – powiedziała aktorka w rozmowie z przebojową czarnoskórą gwiazdą telewizyjną Oprah Winfrey. Niedługo później gościem słynnego show Winfrey był starszy brat Mo`Nique, Gerald, który spędził 15 lat w więzieniu za przestępstwa na tle seksualnym. Publicznie poprosił on siostrę o przebaczenie za to, że molestował ją, gdy miała 7 lat, i mimo sprzeciwów przerażonej dziewczynki nie przestawał jej krzywdzić przez następne 4 lata. Gdy już będąc nastolatką, Monique powiedziała o tym matce, brat stanowczo się wszystkiego wyparł.
Nadwagę Monique miała od zawsze. Urodziła się 11 grudnia 1967 roku w Woodlawn na przedmieściach Baltimore jako jedno z czworga dzieci pani inżynier Alice Imes i Stevena Imesa Juniora, doradcy do walki z narkomanią. Rodzina była dobrze sytuowana i ambitna. Przywiązywała dużą wagę do wykształcenia swoich pociech – dwóch córek i dwóch synów. Po skończeniu college`u Monique dostała się na uniwersytet stanu Maryland. Zanim odkryła w sobie talent aktorski, tak jak pozostali członkowie jej rodziny, którzy okazjonalnie występowali w telewizji i filmach, pracowała jako operatorka sekstelefonu, monitorując rozmowy.
Łobuzica z ciętym językiem'
Zawsze lubiła rozśmieszać innych, robić miny i opowiadać pieprzne kawały. Nic więc dziwnego, że zadebiutowała w 1999 roku niewielkim epizodem w komedii „Do trzech razy sztuka”. Zaraz potem dostała jedną z dwóch głównych ról w emitowanym przez 5 lat sitcomie (czyli serialu komediowym z nagranym śmiechem publiczności) „The Parkers”, gdzie grała Nikki Parker, samotną matkę chodzącą do liceum razem z córką i walczącą o miłość jednego z profesorów. Ta rola przyniosła jej popularność zwłaszcza wśród Afroamerykanów. Znana ze specyficznego poczucia humoru, ciętych ripost i dystansu do własnej wagi ciężkiej, szybko zadomowiła się jako gość w przeróżnych talk show. Okazała się tak wspaniałym zwierzęciem medialnym, że dano jej autorski program The Mo`Nique Show. Uznając jej wszechstronny talent, producenci angażowali ją do filmów. Wystąpiła m.in. w dramacie obyczajowym „Baby Boy” o czarnym getcie w Los Angeles, w thrillerze „Zawód zabójca” o przestępczym światku Los Angeles i w kilku innych.
Sama siebie uważa za łobuzicę. Jest zawsze naturalna, mówi dokładnie to, co myśli, czasem używa mocnych słów. I amerykańscy widzowie, nie tylko czarnoskórzy, za to ją uwielbiają.

Pochwała puszystości
Bardzo lubi siebie i nigdy nie przejmuje się opinią innych. Nie uznaje np. depilacji swoich masywnych kończyn. – Przecież owłosione kobiece nogi są bardzo sexy! – powtarza. Gdy oburzone dziennikarki zapytały ją za kulisami oscarowej gali, co by było, gdyby inne hollywoodzkie gwiazdy też nie goliły łydek, odpowiedziała buńczucznie: „Dostałyby Oscara!” .
Powszechnie głosi, że „grube jest piękne”. Napisała już o tym dwie książki, które stały się bestsellerami. Nic dziwnego – wiele milionów Amerykanek to panie mocno puszyste. Jest osobą zdecydowaną i przedsiębiorczą. Przez dwa lata prowadziła firmę odzieżową projektującą stroje dla otyłych kobiet. Sama śmiało odkrywa swoje obfite wdzięki w sukniach jaskrawych i mocno wydekoltowanych.
Chudnąć z miłości
Ma powodzenie u płci brzydszej. W 1997 roku wyszła za mąż za czarnoskórego Marka Jacksona, któremu urodziła syna Shalona. Potem związała się z chudym i przystojnym aktorem, czarnoskórym producentem, Sidneyem Hicksem, któremu jeszcze przed ślubem, 3 października 2005 roku urodziła bliźniaki, Jonathana i Davida. Męża kocha nad życie. To właśnie dla niego postanowiła… trochę schudnąć. – Zdecydowałam, że pozbędę się kilkunastu kilogramów – oświadczyła publicznie. – Bo Sid powiedział, że jest mnie trochę za dużo, a on mnie chce na całe życie. Z ciężkim sercem odstawiła frytki i hamburgery, przeszła na dietę i zaczęła chodzić na siłownię. Będzie się tak katować, aż schudnie do 90 kilogramów. Czy nie jest to najlepszy dowód miłości?!